poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Zagapienie

Wieczorem cicho powlekamy pościel. Ja coś piszę, Maciek coś pije. Obmyślamy pro forma kolejny dzień. I tak pójdziemy czerwonym szlakiem, i tak zanocujemy tam, gdzie zawędrujemy. Trochę czytamy jednak przewodnik, trochę patrzymy na mapę. Zastanawiamy się, czy jutro też będzie taka mgła, czy też uda nam się popatrzeć na wszystko z góry, z perspektywy. Dotychczas nie miałam czasu się ponudzić. Tak spokojnie pomyśleć, nic nie planować tylko w ciszy popatrzeć na widnokrąg. Czekam na ten czas. W ciągu dnia jednak jest chłodno i każde zatrzymanie wyciąga z nas cenne ciepło. Wieczorami zaś jesteśmy zmęczeni, pijemy usypiające piwko i gadamy o głupotach.
Mijają nas raczej młodzi ludzie. Chłopcy opiekują się swoimi dziewczynami, te zaś śmieją się wdzięcznie. Słucham tego perlistego śmiechu i sprawia mi on przyjemność. W ogóle łapię się na tym, że wiele drobnych rzeczy sprawia mi przyjemność. Zagapiam się na kosodrzewinę, albo na brzuchate ptaki, gładzę śliskie rękojeści kijków, albo głęboko wciągam powietrze. Pochłaniam tę wilgoć, której tak mi zimą brakowało. I nie tęsknię. Jasne, że lubię Warszawę, pracę, znajomych, jasne, że myślę o rodzicach i rodzeństwie, ale teraz to wszystko jest jakby na dalszym planie. Na pięć minut odchodzi w cień. Mam chyba wreszcie swoje pięć minut;)







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz