wtorek, 16 kwietnia 2013

Śladami Chopina

Chciałabym, żeby mi ktoś podpowiedział jak i co. Tak żeby poprowadził mnie za rękę. Obiecał, że na końcu będzie garniec złota. Póki co wykradam życiu weekendy. Tym razem obraliśmy kierunek na zachód - śladami Chopina. Udało nam się dotrzeć do Żelazowej Woli, gdzie mistrz się urodził i do Brochowa, gdzie był ochrzczony. Stodoła robiąca za dworek - kiepściutka, niewarta na pewno 23 zeta za wejście; park dookoła ładny, choć momentami sprawiający wrażenie na siłę abstrakcyjnego - w samym rogu leciało nagranie jakichś krzyczących dzieci, wyobrażam sobie, że całość może robić lepsze wrażenie późną wiosną; obronny kościół za to mistrzowski. Udało nam się przekonać księdza, żeby wpuścił nas na organy i do jednej z wież - widok najpierw na trójwymiarowy sufit świątyni, a potem na rozlaną na okolicznych łąkach Bzurę bezcenny. Na koniec mieliśmy ochotę coś przekąsić - największą pizzę w okolicy - nie daliśmy rady sześćdziesięciu trzem centymetrom średnicy ;)





























1 komentarz: