Nie miałam co wyobrażać sobie dzieci siedzących w ławkach - nigdy w nich nie zasiadły. Budowa szkoły miała być tylko przykrywką dla tego, co budowano pod ziemią.
Marcin zaordynował czołówki na głowy i zeszliśmy... trzy pietra pod zimę. Zaczęłam rozumieć horrory dziejące się w opuszczonych miastach i bunkrach. Tam, gdzie świecisz snopem światła, tam jest bezpiecznie. Dookoła panuje jednak gęsty mrok. W ciemnych kątach na pewno czają się szczury i leżą pozostałości po naszych poprzednikach. Próbujesz więc rozglądać się jak najszerzej, szybko zmieniasz położenie snopu światła. W pewnej chwili orientujesz się, że przyspieszasz kroku. Zbiegasz z tupotem po schodach, omiatasz czołówką nagie ściany. Ze wszystkich sił uważasz, żeby nie wdepnąć w jakaś dziurę, nie dotknąć spalonych ścian, nie usmarować się żadną mazią. Twój strach jest tuż za Tobą, czujesz jego oddech. Nie goni Cię. On tylko patrzy. Wciąż.
Jakoś do tej pory mniej przeszkadzały mi małe i duszne pomieszczenia.
Pod ziemią znajduje się dość potężny schron. Betonowe ściany grubości kilkunastu centymetrów miały ochronić dowództwo na wypadek skażenia terenu bombą atomową. Cześć pomieszczeń jest malutka - musieliśmy przeciskać się przez wąskie metalowe framugi, żeby zajrzeć do dawnych łazienek czy szybów wentylacyjnych. Część jednak jest na tyle duża, że nie dawaliśmy rady rozświetlić ich końca - można by w nich spokojnie jeździć samochodami. Jeszcze chwilkę temu pomieszczenia wyglądały dość schludnie. Dziś większość z nich nosi ślady spalenizny. Na podłodze walają się pobite butelki. Rozkradziono praktycznie wszystkie metalowe elementy. Na ścianach pojawiają się za to kolejne malunki.
Nie chciałabym tu spędzić nocy. Chapnęliśmy zatem kanapki i w śnieżycy ruszyliśmy w stronę Łomianek. Ciekawe, gdzie teraz wojsko buduje swoje tajne twierdze?
Marcin zaordynował czołówki na głowy i zeszliśmy... trzy pietra pod zimę. Zaczęłam rozumieć horrory dziejące się w opuszczonych miastach i bunkrach. Tam, gdzie świecisz snopem światła, tam jest bezpiecznie. Dookoła panuje jednak gęsty mrok. W ciemnych kątach na pewno czają się szczury i leżą pozostałości po naszych poprzednikach. Próbujesz więc rozglądać się jak najszerzej, szybko zmieniasz położenie snopu światła. W pewnej chwili orientujesz się, że przyspieszasz kroku. Zbiegasz z tupotem po schodach, omiatasz czołówką nagie ściany. Ze wszystkich sił uważasz, żeby nie wdepnąć w jakaś dziurę, nie dotknąć spalonych ścian, nie usmarować się żadną mazią. Twój strach jest tuż za Tobą, czujesz jego oddech. Nie goni Cię. On tylko patrzy. Wciąż.
Jakoś do tej pory mniej przeszkadzały mi małe i duszne pomieszczenia.
Pod ziemią znajduje się dość potężny schron. Betonowe ściany grubości kilkunastu centymetrów miały ochronić dowództwo na wypadek skażenia terenu bombą atomową. Cześć pomieszczeń jest malutka - musieliśmy przeciskać się przez wąskie metalowe framugi, żeby zajrzeć do dawnych łazienek czy szybów wentylacyjnych. Część jednak jest na tyle duża, że nie dawaliśmy rady rozświetlić ich końca - można by w nich spokojnie jeździć samochodami. Jeszcze chwilkę temu pomieszczenia wyglądały dość schludnie. Dziś większość z nich nosi ślady spalenizny. Na podłodze walają się pobite butelki. Rozkradziono praktycznie wszystkie metalowe elementy. Na ścianach pojawiają się za to kolejne malunki.
Nie chciałabym tu spędzić nocy. Chapnęliśmy zatem kanapki i w śnieżycy ruszyliśmy w stronę Łomianek. Ciekawe, gdzie teraz wojsko buduje swoje tajne twierdze?
A tak podobno wyglądało to miejsce jeszcze chwilkę temu:
Fotka pochodzi z autorskiego bloga:
Nawiasem mówiąc, chłopak świetnie opisuje to miejsce. Ciekawe jak dużo ludzi jeszcze łazikuje po takich opuszczonych miejscach?



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz