Na Tasiemkę zaczynają zjeżdżać sprzęty. Niby XX wiek a ja mam poczucie, że dobrze o nie walczę. Zdobyłam już zatem wannę (wykłóciłam się o najmniej porysowaną). Położyłam się Rejtanem w drzwiach Leroya, żeby mimo późnej pory, wydano mi kibel i geberit. Codziennie o 8 rano dzwoniłam do płytkowni, żeby transport z upragnioną glazurą wreszcie do mnie dotarł. Zakręciłam w głowie sprzedawcy, żeby dorzucił w gratisie do syfonów magiczne uszczelki bez których ani rusz. I teraz stoję na środku budowy, jak pani na włościach i dumnie prezentuję moje dobra: wannę, kibel i uszczelki. Poezja chwilowo poszła las.
Aga - widac, ze dusza humanistki zawsze w Tobie zwyciezy, nawet w obliczu budowy!
OdpowiedzUsuńSuper tytul wpisu. Zageszcza sie powoli w Tasiemce.
Pamietam takie fotki nie tak dawno przesylal nam Tomek........
Czekamy na nastepne, juz chyba z przyszlego roku?
Fotek zrobionych mam dużo a i przemyśleń jeszcze więcej. Wrzucam, jak tylko mam pół chwilki ;)
OdpowiedzUsuń