piątek, 3 maja 2013

Pod chmurnym, niskim...

Dziś mój pierwszy samotny dzień. Padało niedużo, słońca było jeszcze mniej, ale za to myśli od cholery pod chmurnym, niskim niebem czaszki.

Pierwszy raz mi się zdarzyło, że wracam z większą ilością myśli niż wyszłam. Jestem dobrze zmęczona. Sześć dni chodzenia bez większych przestojów, czasem ciężkie rozkminki z Maćkiem, częściej jednak samotne przefinki. Kończenie rozpoczętych rozmów, dookreślanie się wobec sytuacji, które mnie wciągnęły. Rozkładanie stresów i strachów dnia codziennego na czynniki pierwsze. Jakby czas na defragmentację głowy.
Nie wiem, jak mi się ułoży w pracy, w domu, w kontaktach z najbliższymi, ze znajomymi. Uciekam w te góry, żeby móc choć przez chwilkę spojrzeć na wszystko z góry, z dystansu.

Z Kowar szłam różnymi szlakami. Przemieszczałam sie jakoś powoli - a to deszcz, a to mgła, choć oko wykol. Im bliżej Karpacza tym więcej obcych zapachów, tym więcej tenisówek na nogach i tym mniej kijków w rękach. Szybkie zakupy, pyszna pizza i już pięłam się w stronę schroniska. Mijali mnie tylko schodzący, zadając nieśmiertelne: Daleko jeszcze?

W schronisku pod Strzechą Akademicką klimat ceprowski. Piwo po 10 zł, wrzątek płatny. Pełno adidasowatych kobiet po '50 i ich rozwrzeszczanych gówniarzy w modnych sofiksach. To tutaj jednak zdarłam gardło. Wystarczyły tylko dwie gitary, żeby schronisko zeszło się na wieczorne tańce i śpiewy. Byłam przekonana, że Łysy pęknie drąc się Czerwony jak cegła ;)







1 komentarz:

  1. Maszeruj Aga spokojnie, jestem z Toba myslami!
    Dzieki Tobie spedzam kilka chwil dziennie na gorskich szlakach.

    OdpowiedzUsuń