środa, 1 maja 2013

Zielona Gęś

W Zielonej Gęsi odżyliśmy. Wykąpaliśmy się w bajeranckiej łazience, ugotowaliśmy obiad w czyściutkiej kuchni i nareszcie mieliśmy czas i siły wyprać wszystkie koszulki. Szczerze powiedziawszy to myślę, że to magia tego miejsca pozwoliła nam się tak zregenerować - mieliśmy za sobą nasz trzeci czyli kryzysowy dzień, który dodatkowo okazał się naszą najdłuższą wędrówką. Może to kwestia gospodarzy, może surowego, a jakże przytulnego wystroju wnętrza, a może po prostu tego ciepła, którego doświadczyłyśmy tu z dziewczynami w zeszłym roku i które i teraz sprawiło, że kwaterę opuściliśmy dopiero w południe. Chyba nigdy nie zdarzyło nam się tak długo marudzić z wychodzeniem.
Obejrzałam się jeszcze raz na szyld z Zieloną Gąską i pomyślałam, że fajnie byłoby mieć dzieci - spodobałoby im się na trampolinie w ogródku u Pani Małgosi ;)

















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz