czwartek, 11 października 2012

Czwartek - Dwie Strefy Czasowe? Pestka!


Dzis wstalismy zdecydowanie wyspani - nie budzily nas budziki, ani wdzierajace sie panie sprzataczki; nawet Maki tylko raz w nocy chrapal. Zjedlismy pyszne sniadanko w hotelowej restauracji - okazalo sie, ze ten hotel jest jakims pol-osirodkiem obok kursu golfowego i kortow tenisowych gdzie trwal jakis turniej - i zdecydowalismy sie elektronicznie jeszcze wybalsamikowac przed wyjazdem.

Prawde mowiac to po prostu zaplanowalismy sobie podroz aby dojechac do wiekszego miasta z jakims dostepem internetowym na 17:00, poniewaz Maki musial sie zdzwonic z wspol-pracownikami projektu. Tym wiekszym, a tak naprawde jedynym "miastem" w rejonie okazalo sie El Paso, do ktorego mielismy raptem 5 godzin jazdy. Biorac poprawke na predkosc Piotra Bety, nie bylo co wyjezdzac o tej 10, no nie? :) Takze spokojnie tuz przed poludniem wyjechalismy z Tucson, smignelismy przez Nowy Meksyk zanim sie dalo zauwazyc jakakolwiek zmiane krajobrazu, i wjechalismy do gigantycznego stanu jakim jest Teksas.

Jedyna przygoda po drodze bylo szukanie stacji bezynowej - Piotr nalega na Shell'a, ale kiedy juz kontrolka od rezerwy sie dluzszy czas palila, zdecydowalismy sie na bylo-co aby tylko dojechac. Doturlalismy sie do stacji Exxon'a, pomimo jednego smiesznego rozczarowania po drodze.

W El Paso zalatwilismy sprawy w Starbucksie i wyruszylismy dalej. Dopiero po paru minutach jazdy zauwazylismy ze ta godzina 18 to juz tak naprawde 20, bo w Nowym Meksyku przekroczylismy do strefy czasowej zwana "Mountain" a przed chwila wjechalismy do strefy "Central" - wiec za pomoca swiezo-naladowanych iPhone'ow znalezlismy najblizszy Hotel w miejscowosci Pecos. I jak sie okazalo, bardzo dobrze. Planowalismy dojechac do glowniejszego miasta Odessa, ale jak nas poinformowal pan w recepcji, przez to ze tak duzo jest tutaj ostatnio rozwoju zwiazanego z wydobyciem ropy, ceny hoteli w calej tej czesci stanu sa niesamowicie wysokie. Tutaj zaplacilismy $150 za noc, a w Odessie podobny hotel by kosztowal przynajmniej dwa razy wiecej.

A wiec nieco zmeczeni, doczlapalismy do pokoju i zjedlismy sobie jeszcze pozadna kolacje wedrownikow - czyli to co sie ma pod reka. Niestety mielismy w pokoju jedynie jedno piwo, kluski kopytka i troche cukru...

Poranny Reddit... znaczy sie Diablo... znaczy sie maile...



Pustka, nawet z tylu...
Lekki deszcz przy wyjezdzie z Tucson... akurat umyl nam szyby. 


Z daleka (i przy prawie pustym baku) ten napis wygladal zbawiajaco...

... ale stacja sie jednak nie sprawdzila.

Prawdziwy posilek mezczyzny!

1 komentarz:

  1. Mam takie pytanie retoryczne: kto siedział za kierownicą, jak lało na środku pustyni? ;)
    Mistrzowskie są te wpisy. Czytam z przyjemnością i z niedospanym okiem już sprawdzam czy pojawiło się coś nowego. Brakuje mi tylko historii trzeciego towarzysza podróży. Jak Wam się spisuje Biała strzała? Maki, jak Ci się śmiga manualem? Piterka, jak to jest wyrabiać cierpliwość na Makim za długo trzymającym sprzęgło? Trzymam kciuki za Was chłopaki ;)

    OdpowiedzUsuń