W sobote wstalismy po nocy spedzonej w normalnym domu i zjedlismy z "Ciocia Kasia z Teksasu" sniadanko. Ruszylismy w droge - na ostatni odcinek podrozy w strone Houston, czyli teraz na polodniowy-wschod. Na drodze za Dallas, krajobraz zmienil nieco wyglad; bylo wiecej lasow, pol golfowych, i raczej wiecej drzew niz krzewow. Czasami robilo sie bardzo przyjemnie (mnie ciagle brakuje widoku odleglych gor) az wjechalismy do poczatkow betonowej metropolii na granicach Houston. Jest tu moze wiecej zieleni niz w Los Angeles, ale wysoka temperatura i wilgotnosci daja wrazenie ze wszystko sie topi.
W "sercu" Teksasu, wszystko jest ogromne. Piecio-pasowe autostrady, drzwi i pomieszczenia dla gigantow - porcji jedzenia jeszcze nie mielismy okazji sprawdzic, ale chyba wiadomo jak to bedzie wygladalo. Nawet na stacjach bezynowych jest tyle miejsca ze nawet najwiekszy Amerykanin by spokojnie wysiadl z najwiekszej ciezarowki i jeszczy byloby miejsce na wieloryba.
Do Houston wjechalismy popoludniem, i z lekkim niepokojem otworzylismy okna w samochodzie - niby przyjemne 30 stopni ale za to 100% wilgotnosci. Odebralismy klucze, Piotr przeklinal niesamowicie przy przejezdzaniu kazdego gigantycznego wyboju na parkingu, i odnalezlismy w labiryncie tego budynku mieszkalnego drzwi wejsciowe (oczywiscie o minotaur-owych proporcjach) do nowego "mancave'a" (czyli "jaskini meskiej"). W mieszkaniu Piotra ledwo zdazylismy z siebie zrzucic plecaki zanim wybieglismy do sklepow aby przynajmnie sie wyposazyc na pierwszy dzien, poniewaz Piotra rzeczy z poprzedniego mieszkania dojada z Indiany dopiero za tydzien.
Pierwszym postojem byla IKEA, gdzie (pomimo przed-wyjazdowych przygotowan do zakupow) spedzilismy prawie 3 godziny i wyszlismy z dwoma krzeslami w dwoch roznych kolorach i malym dywanikiem. Ale przynajmniej lody byly pyszne :) Drugi postoj byl w sklepie Ashley Furniture, gdzie roznorodnosc kanap w porownaniu nawet do IKEA byl ogromny. Po 30 minutach ogladania najrozniejszych kanap, krzesel, foteli i lozek, Piotr byl gotowy sie poddac. Po prostu za duzo wyboru - jak to powiedzial Piotr, "lepiej bolo za komuny. Jest kanapa? Nie ma kanapy. Ok, koniec zakupow." Wyszlismy bez podjecia ostatecznej decyzji, bo po tylu godzinach ogladania zapomnielismy jakiego koloru sa sciany, jak wyglada podloga, i nawet jaki kupilismy dywan.
Pojechalismy na koniec jeszcze do Target'a, aby kupic balsamiki do lazienki a przy okazji zjedlismy pierwszy posilek w Houston, juz bylo po 20ej. Przebieglismy przez sklep wrzucajac do koszyka to i owo az go wypelnilismy i zdecydowalismy wreszcie wrocic do mieszkania. Kosz na smieci okazal sie za duzy aby zmiescic go pod zlewem, ale oprocz tego bylismy zadowoleni z pierwszego dnia patrzenia i rozpatrywania roznych opcji. Wyszlismy jeszcze wieczorem na jakies lokalne piwko i polozylismy sie spac na podlodze w sypialni Piotra, czyli w jedynym miejscu gdzie jest dywan. W snach przez plot nam przeskakiwaly barany ktore wygladaly jak kanapy...
 |
| Jajecznice zrobila nam rano (czyli jak wstalismy o 11ej) Ciocia Kasia z Teksasu |
 |
| W droge! |
 |
| Rozmiary standardowej stacji bezynowej. |
 |
| Pierwszy widok na Houston |
 |
| Nie ma czasu na poprawne parkowanie - biala Beta staje gdzie chce! |
 |
| Troche tu za jasno... |
 |
| Pierwszy widok na mieszkanie Piotra |
 |
| Chmurki w drodze do IKEA |
 |
| Hmmmm... a moze takie krzeslo na balkon?... |
 |
| ...A moze taka kanapa?... |
 |
| ... Juz sam nie wiem... |
 |
| Pierwszy posilek - Pizza, Sprite, i frytki :) |
 |
| Pod koniec pierwszego dnia, tylko tyle na razie mamy rzeczy w mieszkanku |
Alez to byl fajny pomysl z zalozeniem tego bloga!
OdpowiedzUsuńZ radoscia ogladam Wasze kolejne kroki w Teksasie.
A ten pusty apartament przypomina mi czasy, gdy 20 lat temu przyjechalismy do Kalifornii......