czwartek, 9 stycznia 2014

Fachowy język

Z panami-fachowcami najtrudniejsza jest rozmowa. Po pierwszych zakłopotaniach i trudnościach w dopasowaniu języka teraz jest już lepiej. Żeby z kimś się dogadać trzeba rozmawiać jego językiem. Rozumieć, co dla niego znaczą poszczególne słowa; jakie emocje i fakty ma zakonotowane pod danymi pojęciami. Nie było sensu odwoływać się do spostrzeżeń z natury, tłumaczyć sposobu ułożenia podłogi na wzór "tego z domu, z tej zabawnej komedii z Meryl Streep". Do fachowców-glazurników najlepiej przemawiały liczby, kąty i rysunki. Nauczyłam się zatem męskiego uścisku dłoni, nierozstawania się z owalnym ołówkiem i kalkulatorem.
Codziennie wieczorem wpadałam na Tasiemkę by sprawdzić urobek, skorygować bieg prac i zostawić liścik. Mama się ze mnie śmiała, że nawet do glazurników piszę, ale łatwiej mi było w ten sposób dookreślić, gdzie ma stanąć rewizja pod wanną, jak mają być ułożone dekory i czemu toaleta ma stanąć niesymetryczne wobec ściany. Ot każdy ma swoje umiejętności;)













2 komentarze:

  1. Aga - ja takze z usmiechem czytam, ze zostawiasz fachowcom swoje 'notatki'. Ja tez bym chyba tak robila............Na pewno nie ulatwia to im pracy, ale coz - to Twoje mieszkanie - prawda? Pisz i koniecznie rob zdjecia - sama bedziesz z usmiechem je kiedys ogladala.............

    OdpowiedzUsuń
  2. Wciąż mam wrażenie, że hakuję rzeczywistość, żeby dać sobie z nią radę ;)

    OdpowiedzUsuń