czwartek, 1 sierpnia 2013

Najlepszą stabilizacją dla motylka jest szpilka

Straciłam głos zupełnie. Jeszcze wczoraj rozmawiałam z dziewczynkami. Obmyślałyśmy szanse i sposoby. Jadłyśmy wegeplacki i kłóciłyśmy o satysfakcjonującą długość urlopu, granice wyznania wiary, definicje stabilizacji. Dziś po głosie zostało już tylko nikłe wspomnienie okraszone chrypą. Próbowałam rano kupić naklejkę na 69 rocznicę Powstania Warszawskiego, ale najpierw pani usłyszała rzężenie odpalanej kosiarki, potem zawody ma żużlu, by wreszcie dobiegło ją szeptane: "E, nieważne."

Usypiałam ostatnio. W pracy wszystko szło swoim trybem, w domu spokojnie, międzynarodowa ekipa w 4/5 wyjechała na dobre. Na dworzu ciepło, piwko nad Wisłą wybornie gorzkie, pomysłów na weekend jak zwykle za dużo... Żyć nie umierać ;)

I tak pomyślałam, że nawet nie zauważyła, kiedy zaczęłam tonąć. Przestałam zmieniań rzeczy w swoim życiu. Skoncentrowałam się na drobiazgach, zabrnęłam w zaułki i zgubiłam wizję całości. Trochę jakbym się na sobie zawiodła. Myślałam, że poprzez specyfikę pracy, poprzez ostatnie doświadczenia, podejście do życia, że to jakoś samo, że duże osiągnięcia po prostu czekają na mnie za rokiem i jeśli będę wciąż szła, to po prostu za moment na nie nadepnę. 

Niedoczekanie. Widzę, że o ile jeszcze chwilę temu panicznie bałam się zmian, o tyle teraz nie tylko pogodziłam się z nimi, ale wyczekuję ich jak kania dżdżu. Nawet nie wiem kiedy zaczęłam szukać krytyki, okazji do samodzielnego kierowania swoim życiem, projektowania zadań w pracy, obmyślania miejsca, gdzie chciałabym mieszkać, sytuacji, w jakiej byłabym szczęśliwa. Tak jakby tylko na styku dwóch dobrych pomysłów rodził się u mnie lepszy. Jakbym tylko w sytuacji niewygodnej zaczyna coś zmieniać, modyfikować, iść do przodu. Jakbym potrzebowała konfliktu interesów, pojęć, wartości do rozwoju, do życia. 


Zastanawia mnie dlaczego rozumiałam to na poziomie ruchomości stawów - przecież zastany kręgosłup to dla mnie koniec funkcjonowania - a tak bardzo broniłam się przed ruchomością myśli. Fajne uczucie, kiedy przyjmujemy za bezpieczną stabilizację ciągłe reformowanie.

Straciłam głos. Może zatem to czas na czyste działanie? ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz