poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Zegrze pod żaglami

Uciekliśmy po cichutku od skwaru miasta, nudy i stresu. Wypłynęliśmy na łajbę na cztery dni. To tylko kawałek laminatu, trochę brezentu i kilka metrów linek, a uspokaja jak nic innego na świecie. Kołyszemy się zatem powoli po stalowej wodzie i niezauważalnie pozostawiamy za sobą czyjeś krzyki, marudzenia, niezadowolenia i inne pomrukiwania. Życie znów zaczyna być proste. Maciek podaje piwo, Dominika dosmarowuje kremikiem pod ramiączkami, Monika myje słodkie brzoskwinie, Kasia walczy ze sterem wciąż próbując uratować człowieka za burtą, a ja czuję, jak coraz mniej mnie boli głowa.

Wypłynęliśmy dziś z portu w Zegrzu, by położyć maszt i ruszyć w stronę zapory Dębe. Rzadko tam dopływamy. Nigdy nie chce nam się wszystkiego składać. Teraz jednak mamy cztery dni i warto podskoczyć tam, gdzie woda jest spiętrzana z jednej a huczy spadając z wysokości z drugiej strony zapory. Lubię to miejsce. W sumie to nie wiem czemu, ale kojarzę miejsca z rozmowami, które tam prowadziłam. I tak na tamie szeptaliśmy, kiedyś z kumplem o delikatnych sprawach damsko-męskich. Czy da się jeszcze odzobaczyć kulisy tego teatrzyka?

Zanocowaliśmy w Wieliszewie. Nie zdążyłam postawić nogi na lądzie, kiedy Maciek z Kasią wracali już z chrustem. Tak jak na wypadach ze mną można spodziewać się drugiego śniadania, tak, tam, gdzie Maciek, tam na pewno można się spodziewać ogniska. O nie nie byle jakiego! Myślę, że nawet Mały byłby z niego dumny. Maciek najpierw układa sobie patyczki. Cieńsze na jedną kupkę, grubsze na drugą. Na skraju zaś będą leżały drwa trudne do porąbania. One przepalone zostaną na pół i dopiero wówczas dostąpią zaszczytu dołączenia do tlącej się ferajny.  Zakładam się, że gdyby patyczki miały jakiekolwiek oznaczenia, to układałby je jeszcze chronologicznie, albo chociaż alfabetycznie. Na pierwszy rzut idzie podpałka - gęsto skręcona w warkocze słoma. Zaraz za nią roświetlałka – suchutkie na wiór liście. Potem trwają najdłuższe dywagacje. Trzeba ułożyć cieńsze patyczki bliżej centrum a grubsze dalej. Kiedy wszystko jest już na swoim miejscu i można zapalać Maciek zawsze się rozgląda. Niech choć jedna osoba doceni ów kunszt i będzie świadkiem wielkiego odpalenia ;)

Paliliśmy do późna. Aż w końcu skończyły się i chrust i cytrynówka i można już było tylko patrzeć na rozgwieżdżone niebo przez forluk. Nie zdążyłam spojrzeć. Śpiwór zaatakował w najmniej spodziewanym momencie.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz