sobota, 15 września 2012

Wrazenia od strony Wojtka

Niejako osobno (rownolegle) do codziennych, wyczerpujacych raportow pisanych przez Mamunie postanowilem i ja dolaczyc troche takich mysli nieuczesanych. Jest to taki zbior obserwacji, pytan jakie bysmy chcieli zadac komus kto zna tutejsze zwyczaje a takze ciekawostek jakie zaobserwowalismy przez tych kilka dni w Tokyo. Jako mysli nieuczesane nie sa one w zadnej specialnej kolejnosci - tylko tak po prostu jak mi przychodzily do glowy.

Tokyo - jak juz wiemy Tokyo jest ogromne. Kiedy jezdzilismy naszym autobusem po miescie nie moglem sie oprzec wrazeniu, ze po przejechaniu jednego ogromnego skupiksa wiezowcow (wiele z nich ma sporo ponad 30 pieter) natychmiast wjezdzalismy w nastepne by po niedlugim czasie znow wjechac w nastepne i tak bez konca. Wszedzie pelno ludzi, samochodow i rowerow acz nie ma korkow ani jakiegos strasznego tloku. Mysle, ze wiekszosc ludzi jezdzi jednak pod ziemia (metrem) i na ulicach jest przez to znosniej. 

Kontrolerzy - w czasie objazdu miasta zauwazylismy wzdluz jednej z glownych ulic sporo ludzi siedzacych na krzeselkach (glownie przy skrzyzowaniach) z jakims dziwnym wyposazeniem od zwyklego notatnika po jakies metalowe puszeczki az po radiotelefony (czy cos takiego). W jednym miejscu bylo ich chyba ze 20 osob - na wszystkich rogach a takze wzdluz alei dochodzacej do ulicy. Dziwnie to wyglada jak tuz przy jezdni siedza ludzie na krzeselkach i w cos sie wpatruja a czasem jakby robili notatki. Nastpnego dnia znow zobaczylismy takiego osobnika a poniewaz tym razem bylismy pieszo to postanowilismy podejsc i zapytac. Jak zwykle znajomosc angielskiego byla co najwyzej minimalna ale z tego co nam sie udalo zrozumiec to oni licza przejezdzajace autobusy.  Moze podobnie jak u nas w ten sposob zapewnia sie punktualne kursowanie?

Uklony - mimo, ze wszyscy pewnie slyszeli o slynnych japonskich uklonach to jednak jak sie to widzi na wlasne oczy to wrazenie jest niesamowite. Kupujac noz (w malym sklepiku przy targu rybnym) trzech sprzedawcow klanialo sie nam na odchodne tak z 5 razy kazdy. Musze powiedzie, ze bedac przygotwanym do wyjazdu i mu odklonilism sie kilka razy. A teraz w pociagu (jedziemy wlasnie do Kyoto - tym szybkim pociagiem - Harita) przez wagon (nie ma przedzialow tylko caly wagon jest otwarty) przeszedl konduktor (choc oni tu sa ubrani w mundury i wygladaja jak piloci samolotu albo lepiej). Szedl od konca wiec wszedl niezauwazony ale jak doszed do drugiego konca to otworzyl drzwi, odwrocil sie i wyraznie sie nam wszystkich uklonil - po czym wyszedl. Nawet w telewizji jak sprawozdawca konczy podawanie wiadomosci to sie klania.

Samochody - tu jest jakby inny swiat - bo jest. Samochody zupelnie inne. I to nie tylko, ze firmy inne - bo owszem widac loga Toyoty, Nissana i innych marek "lokalnych" a takze troche (malo) europejskich (absolutnie glownie niemieckich), ale takze modele sa zupelnie inne. A wogole to firmy japonskie nie podaja na samochodach nazwy marki. A wiec Toyota nie pisze Toyota. A na dodatek z przodu maja jakies takie zupelnie inne znaczki. Tak wiec samochod ma z przodu jeden znaczek (np. cos co wyglada jak litera Z) ale z tylu ma nazwy Crown z jednej a Royal Salon z drugiej a w srodku znaczek Toyoty. I tak ze wszystkimi. Istna kolomyja. Czlowiek nie ma pojecia co to jedzie. No i oczywiscie wygladaja one zupelnie inaczej. Generalnie powiedzialbym, ze samochody sa projektowane tak by w zasadzie nie mialy tylu (pewnie przeszkadza w parkowaniu) i przod tez taki krotki. Wiele wiec wyglada jak nieco zaokraglone pudelka - i to male. Rowniez ciezarowki - co przelozeniu na warunki amerykanskie brzmi smiesznie bo rozmiar tutejszych pojazdow nie kwalifikowal by ich nawet na pickupy. Ostatni numer to zupelnie nie znane marki - widzialem takie co sie nazywaja chyba Coco a takze jakies takie 
"classics" tyle, ze zupelnie nie umiem powiedziec co to bylo. Troche z nich zlapalem na fotkach wiec polecam zdjecia.

Uprzejmosc - poczatkowo jest to bardzo ciekawa nowinka ale z czasem mam wrazenie, ze zaczynam jej miec troche za duzo. Wchodzimy do dowolnego sklepu czy restauracji a caly personel krzyczy powitania i inne jakies tam ... wyrazy . Poczatkowo mielismy klopoty ze zrozumieniem bo oni tak smiesnie wymawiaja ten japonski :) Nasza wymowa brzmi wyrazniej :). Jakby tak spojzec na to spokojnie to nie jest to pewnie nic nowego. Nawet i w Warszawie na Rozyckim wlasciciele stoisk potrafia wykrzykiwac w kolko zachwalajac wlasne wyroby. Ale jakos nas to uderzylo. Ale istnieje tez druga strona uprzejmosci. Wczoraj jechalismy autobusem miejskim do Zlotego Pawilonu - przygotowani gdzie wysiasc i z mapka. W autobusie bylo rowniez oklolo 6-8 innych turystow (wiekszosc nie lokalna). Na jeden przystanek przed zabytkiem kilkoro (zdrezorientowanych) zabralo sie do wysiadania a tu pan kierowca mowi im ze to jeszcze nie teraz - niech wysiada na nastepnym.

Rowery i rowerzysci - jest ich sporo ale o dziwo jezdza po chodnikach a czasem ulicach i nikomu to nie przeszkadza. Wrazenie jest takie, ze oni zostali po prostu przyjeci jako rownoprawni uzytkownicy chodnikow i jezdni. A trzeba powiedzec, ze chodniki to oni tu (przynajmniej w Kyoto) maja waskie. Nikogo jednak nie dziwi, ze taki rower mknie i dosc plynnie wymija co trzeba. Nikt sie nie denerwuje i nie trabi - a o krzyku to wogole nie ma mowy.

Jezyk - nie, nie bede komentowal japonskiego. Nieznam sie na nim i wogole. Ale fajnie jest jak widac jak zachowuja sie ludzie nieznajacy angielskiego. Troche tak jak Babunia Nacia - wystarczy mowic po swojemu ale wolniej i jeszcze pare razy. Tak tez zachowuja sie tutejsi. My do nich cos a oni swoje i to pare razy - jakby powtorzenie cos pomoglo. Jakos wogole do nich nie przemawia, ze jak pacjent nie rozumie to moze latwiej mu pokazac obrazkowo albo na mapie albo jakos inaczej. Nie, najlepiej powtorzyc i to pare razy  ... po japonsku.

Telewizja - jak juz pewnie wiecie naogladalismy sie japonskiej telewizji do woli. Bo zadnej innej nie ma. Znaczy w zadnym z hoteli nie mieli ani jednego kanalu innego niz japonsko jezyczny. Nie stalismy w Hiltonach ale wydawalo mi sie (jak widac nieslusznie), ze cos takiego jak jeden kanal (CNN albo cos takiego) to zawsze jest. Nic bledniejszego. A na dodatek w ich telewizji - dostepnej w hotelach - sa glownie: wiadomosci (zadko), programy typu Jeopardy, programy o zywnosci czy okolicy albo program popularno-naukowe (glownie jakby lekcje przedmiotow). No i oczywiscie sport - ten jest wszedzie. Tak wiec popatrzylem na sumo, baseball i ciut pikli noznej. Inne to jakby nie wystepowaly.

Ten wpis bedzie uzupelniany wraz z przyrastajacymi wrazeniami...

2 komentarze:

  1. Czytam, czytam i oderwac sie nie moge. Super pomysl z uaktualnianiem bloga! Fantastycznie piszecie, czuje sie jakbym tam z Wami byla :)
    I zdjecia genialne, no zacheciliscie mnie do tej Japonii jak nie wiem co :)
    Bede tu zagladac w kazdej wolnej chwili. Usciski i pozdrowienia z Virginii.
    MM :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Malgosiu (z Virginii!) -milo zobaczyc ze nie tylko rodzina czyta nasze reportaze. Jets bardzo ciekawie, trzba sie dobrze przygotowac, zabrac iPhona (uratowal nam wiele razy duzo czasu) ale warto. Spotkalismy Polke, ktora mieszka w Mongolii, zna japonski, chinski -oraganizuje wycieczki po roznych krajach na tym kontynencie. Musimy sie tu nieraz jeszcze wybrac - jestes z nami?
    Sciskamy - ARIGATO za wpis!

    OdpowiedzUsuń