piątek, 5 czerwca 2015

Wokół Krynicy


Do Krynicy trafiliśmy z Markiem PKS-em, reszta przyjechała furką. Deptak pełen ludzi, oscypków, żurawiny, miodu i kolorowych kiecek, baloników na druciku, piszczących fiukawek z drewna... Festyn góralsko-ceprowski. Z muszli koncertowej dobiegała Violetta Villas, z przystanku dorożek donośne wiśta wio. Tłuszcza tłoczyła się po świeżo kręcone lody, piegowata pani zapraszała na masaże. Szlak wskazał nam dopiero woźnica. Uciekliśmy z rozkrzyczanej Krynicy w leśną głuszę. 
Dookoła miasteczka seniorzy chodzą z godnie trzymanymi w obu dłoniach kijkami. Młode pary trzymają się za rękę i nie zwracają uwagi na widoki, a rodziny próbują utrzymać dzieci w zasięgu wzroku. Różnokolorowe szlaki poprowadziły nas przez Przełęcz Krzyżową, Jaworzynkę, Kopciową, aż na Huzary, gdzie za obiecane panoramy robił jeden mały domek Mochnaczki Wyżnej widoczny pomiędzy świerkami. Na chwilkę na polanę wbiegł Pan Wariat i zaczął się dopytywać z prędkością karabinu maszynowego, którędy do widoków – posłaliśmy go wprost na Radziejową ;) i sami zeszliśmy zasypanymi kwieciem łąkami z powrotem do Krynicy.

Na obiad skusiła nas knajpa oferująca kotlet bacy, maczankę krakowską, pstrąga z chrzanem i polędwiczki wieprzowe. Pyszności znikały w naszych ustach podobnie, jak podawane w ramach przystawek chleb ze smalcem i z rydzami oraz oscypek z żurawiną.
Wieczorem bolały nogi, ale któż by się tam przejmował spiętymi łydkami, kiedy zimne piwo chłodziło się od rana w lodówce ;)
P.S. Na wieczór dostaliśmy smsa od Oli, że oczywiście przeszła więcej niż założyła i jak tu planować dalej, skoro takie kwiatki ;)




















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz