Msza na Boże Ciało z procesją w Składzistym trwa 1,5h. Mężczyżni nawet nie zdążą się przez ten czas dobrze przypatrzeć się odświętnie ubranym kobietom. Szkoda, bo jest czemu. Po żwirze dookoła kościoła szurają czerwone, kuriozalnie wysokie szpilki. Kolana błyskają spod halek i plis. Pasujące raczej na wesele niż na Mszę dekolty, odkryte ramiona i koronki pozostawiają niewiele do odkrycia. Mężczyźni dzielnie znoszą upał w białych, krochmalonych koszulach. Dzieci zaś są tak wielobarwne, jak to tylko możliwe. Czerwone, pomarańczowe, czarne i zielone hafty i wstęgi zdobiące stroje ludowe dodają uroku zarówno małym chłopcom dzwoniącym dzwoneczkami, jak i sypiącym świeże kwiaty małym dziewczynkom. Za sztandarami idą feretrony, za nimi zaś Najświętszy Sakrament pod złotym, wyszywanym baldachimem. Gruba śpiewaczka z wysokości swoich piętnastocalowych hologramowych szpilek wywija sopranem a ksiądz okadza i błogosławi świat cały szerokoramiennym krzyżem.
Ekipa 3m (Mateusz, Mama Kamila i Marek) dojeżdżała do nas przed południem. Szymon wyskoczył po nich do Nowego Sącza, a my z Natką, zaczęłyśmy robić dyplomy dla dzielnych zdobywców Hali Łabowskiej. Powitanie, obiadowanie i już byliśmy na trasie do schroniska na Hali, gdzie czekała na nas Ola. Ola zrobiła trasę z Krynicy na Halę w trzy i pół godziny zamiast przepisowych sześciu, no bo przecież umówiłyśmy się na górze na piątą ;) Szaleństwo ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz