sobota, 30 maja 2015

Jaworzyna Krynicka


Z Krynicy szlak lekko podchodził na przełęcz Krzyżową, by potem opaść stromo aż do dolnej stacji kolejki gondolowej w Czarnym potoku. Natka zadecydowała, że nie ma mowy, nie jedziemy ruchomymi wagonikami tylko podchodzimy. Kosztowało nas to 1,5 godziny klęcia i ocierania potu z czoła. Po drodze minęliśmy tylko starsze małżeństwo. Na górze za to jak na Marszałkowskiej. Tłum kiełbasianych niedzielnych bab z rozwrzeszczanymi dzieciakami, cała oaza kwitująca każdy akt strzelisty prowadzącego głośnym Szczęść Boże, dziadkowie pachnący kulkami na mole i nieśmiertelne klony blond piękności na kuriozalnych szpilkach:) Usiedliśmy z boku na mleczowisku. Przegoniliśmy pszczoły i zjedliśmy słodkie drożdżówki;) 
W dół poprowadził nas stromy czerwony szlak aż do Pijalni wód. Dzielnie uciekaliśmy przed deszczem. Spadł dopiero, jak raczyliśmy się Słotwinką. W czasie obiadu wspominaliśmy ciepło gospodarzy. W lodówce czekał na nas pieczony indyk z ryżem i brokułami. Wieczorem Natka wygrała w Kartę rowerową, a my skończyliśmy oba niepasteryzowane. Usnęłam przed 23:)













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz