środa, 18 września 2013

Kolorowe Bieszczady

W Bieszczadach jest wszystko jak trzeba. Rano leje, po południu świeci słońce, zbocza pozapalane, połoniny rude, trawy wysokie, jagodziny i jarzębiny do wtóru czerwoniutkie. Buczyna szumi i skrzeczy. Rydzów mnóstwo, borowików od metra. Turystów niedużo, gospodarze uczciwi i baaardzo serdeczni. Na połoninach jak zawsze mgła i wieje. Na dole jak zawsze rozgrzewa grzaniec i krupnik. Maciek cieszy się z nowych butów, Bączki nie mogą się od siebie odkleić, ja kaszlę i produkuję kolejne tony chusteczek. 
Jechaliśmy tu 13 h, po drodze umarliśmy z tysiąc razy na kolejnych robotach drogowych. Pierwszego dnia lało, więc tylko na wieczór wyskoczyliśmy na małą przebieżkę. Drugiego dnia udało nam się zahaczyć o Okrąglik i Jasło. Dziś zaś przeszliśmy Połoninę Wetlińską. To chyba jest możliwe tylko w górach, że pada nam na głowy, wywiewa z nas duszę, a my i tak idziemy uśmiechnięci od ucha do ucha. Nie wiem co to jest, ale widzę, że czerpiemy z tego pełnymi garściami. Jakbyśmy uczyli się życia na nowo. Takiego spokojnego, niespiesznego, gdzie ważne jest tu i teraz a nie wydumane gdzieś i kiedyś.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz