Maciek chciał zobaczyć Solinę. Chciał i już. I nic nie dało pokazanie mu zapory na fotce, ani przeczytanie o elektrowniach szczytowo-pompowych na necie, ani nawet opowiedzenie o wielkich rybach, które pływają tuż przy tamie. Chce, chce i chce i już. No tośmy pojechali. Ostatnio byłam tam z rodzicami. Do tafli wodnej było jak z ziemi do księżyca. Betonu nie mogłam objąć wzrokiem, a tego co Tata tłumaczył rozumkiem.
Dziś patrzę na tę zaporę i tak sobie myślę, że tama jak tama. Już Huver Damm była większa ;) Przed wejściem na deptak zrobiły się prawdziwe Krupówki i możemy nareszcie kupić sobie owieczki z napisem Solina albo takież gigantyczne ołówki. Po zaporze niemieckich turystów oprowadzają przewodnicy. Pewnie sprzedają im za grube euro cenną polską myśl technologiczną. I tylko pięknie błyszczą w słońcu żagle małych kabinówek wypożyczanych z Polańczyka. Gdybyśmy mieli ciut więcej czasu to i my byśmy wyskoczyli na łajby - mówię do Maćka a on tylko kiwa głową i zaciska w dłoniach niewidzialne szoty;)







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz