czwartek, 22 listopada 2012

Marsz zawiedzionych nadziei

Początkowo zastanawiałam się, do którego marszu powinnam dołączyć. Z jedenastu imprez w stolicy cztery były warte uwagi. Od razu odrzuciłam marsz komunistów i pedałów. Ani nigdy nie byłam komunistą, ani nigdy nie będę pedałem. Chwilę zastanawiałam się czy nie pójść ramię w ramię z prezydentem. W sumie to święto niepodległości, gdzie cały naród wraz z delegatami cieszy się z odzyskanej po 123 latach niezależności. Prezydent ten czy inny występuje tu tylko w roli funkcji. W końcu zdecydowałam się na największą imprezę - Marsz Niepodległości.
Nie szłam z frustracją, nie szłam z agresją, nie szłam nawet by zamanifestować swój patriotyzm, jak moi rodzice. Szłam, bo ciekawa byłam, jak naprawdę będzie wyglądała impreza, którą w zeszłym roku telewizje pokazały w tak kłamliwy sposób. Szłam z tym antropologicznym zacięciem, z jakim patrzyłam na Amerykanów w Stanach, kibiców na Żylecie czy ornitologów liczących ptaki nad Wisłą. Czasem myślę, że powinnam jednak zostać antropologiem.
Marsz ruszył z 40-minutowym opóźnieniem. Ruszył i zaraz stanął. Mieliśmy wyjść od ronda Dmowskiego pod pałacem Kultury i dojść do pomnika Dmowskiego na placu na Rozdrożu. Przez rondo udało nam się przemaszerować. Stanęliśmy na wysokości Nowogrodzkiej. Po pierwszych minutach zgromadzenia wesołe podniecenie ustąpiło miejsca atmosferze ciągłego zagrożenia. Szwadrony policyjne stały w równym szyku na poboczach ulic, albo mijały nas miarowo wystukując ciężki butami rytm. Wokół nich kręciły się szczeniaki w kominiarkach. Całość wyglądała jak nerwowy walc: policja do przodu szczeniaki za nimi, policja do tyłu szczeniaki przed nimi. Staliśmy we trójkę pośród mijającego nas tłumu. Tata powiewał niepewnie flagą, Mama ciągnęła mnie za rękę, żebym się nie oddalała robiąc zdjęcia. A ja patrzyłam na morze flag: biało-czerwonych i tych zielonych - ONR-owskich. Słuchałam skandowanego: "Raz sierpem, raz młotem w czerwoną chołotę" i "Cześć i chwała bohaterom" i wiedziałam, że TO NIE JEST MÓJ MARSZ. Szukałam w tłumie przystojnych chłopaków - znajdowałam zaciśnięte usta i pieści. Szukałam w tłumie wesołych dziewczyn - znajdowałam twarze wystraszone lub niezmącone myśleniem. Przyszłam z nadzieją na usłyszenie hymnu śpiewanego przez tysiące serc, a usłyszałam wulgarne darcie mordy do tuby. Chciałam poczuć atmosferę uniesienia, a poczułam się jak na polu walki. W powietrzu unosił się słodkawy zapach palonej trawy i gryzący dym odpalanych rac świetlnych.
Nagle z głośników usłyszeliśmy:
-Tu policja... - resztę zagluszylo wycie i skandowanie:
- Po-li-cyj-na pro-wo-ka-cja!
W stronę umundurowanych posypały się kostki brukowe, policja odpowiedziała gazem i pałowaniem. Nie lubię widzieć przerażenia w oczach Mamy. Nie lubię kiedy ona, w sumie nieduża i krucha próbuje mnie chronić, choć nie ma możliwości. Zarządziliśmy ewakuację.
Szczerze powiedziawszy nie interesuje mnie kto zaczął, nie chce mi się szukać winnych, dopatrywać się w amatorskich filmikach prowokatorów, patrzeć kto pierwszy rzucił kostką, a kto pierwszy spałował. Dziś już podchodzę do tego z dystansem, ale w dniu marszu było mi cholernie wstyd. Przed rodzicami, że pierwszy raz od czasu antykomunistycznych manifest, kiedy wyszli by być dumnymi ze swojego kraju przywitała ich rozwydrzona gównarzeria i uzbrojona w gładko lufowe karabiny mi... to znaczy policja. Było mi wstyd, że atakujący nosili barwy stołecznego klubu piłkarskiego a już najbardziej, że znowu w świat poszła informacja, że potrafimy się jednoczyć tylko w sytuacji zagrożenia suwerenności, w innych zaś sytuacjach nawet tej suwerenności nie potrafimy świętować.
Na marszu nie znalazłam odpowiedzi na moje pytania. Po powrocie do domu na skrzynce zastałam natomiast maila: OTWÓRZmy OCZY: prof. Robert Gwiazdowski "Decyzje finansowe młodych Polaków". Następnego dnia wybrałam się zatem na wykład.



2 komentarze:

  1. Aga - dziekuje za ten wpis. Czulam sie tak, jakbym tam z Wami byla.
    Ale jesli tak te marsze wygladaja - to wstyd i hanba.
    Pozostaje smutek i zal, ze tak wyglada swieto niepodleglosci naszego panstwa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Poruszył mnie fragment o rodzicach i zadziałał na wyobraźnię.

    OdpowiedzUsuń